Na opak


Multikulturowy, Multiznaczeniowy

Opublikowany w Książka - autor: johannisbeere na czerwiec 8, 2008

“My name is Karim Amir, and I am an Englishman born and bred, almost” Hanif Kureishi, “The Buddha of Suburbia”

Istnieją dwie zasadnicze cechy życia, które z naszego, ziemskiego punktu widzenia, są nie do podważenia: życie jest jedno, a do tego krótkie. Nie mamy nieskończonego zasobu czasu, dlatego właśnie warto czytać. Czytanie wyzwala zrozumienie, i, wbrew pozorom, wzbogaca doświadczenie. Trzeba tylko wiedzieć, po jaką książkę sięgnąć.

Nie wiem dlaczego, ale zauważyłam, że wśród ludzi “czytających hobbystycznie” jest mnóstwo osób, które sięgają po utwory angielskie, amerykańskie, polskie, ale nie multikulturowe, nie indyjskie, nie japońskie, tureckie, węgierskie, czeskie. Może wynika to z tego, że kultura Zachodu wydaje się nam bliższa, a zawsze łatwiej jest sięgnąć po coś, czego odbiór jest w pewnym stopniu “ułatwiony” poprzez znajomość scenerii i uwarunkowań społecznych tła. Nie chodzi mi o to, że potępiam czytanie kryminałów rodem z USA czy innych angielskich romansideł; jeśli komuś sprawia to przyjemność, to proszę bardzo. Sprawa jest trochę głębsza, bo wydaje mi się, że żadna lektura nie jest owocna i nie poszerza horyzontów, jeśli nie wymaga od nas wysiłku. Autorzy mało dominujących kultur wymagają właśnie takiego skupienia, wytężonej myśli. Ludzie z krajów bałkańskich, afrykańskich czy azjatyckich mają inne spojrzenie na świat, a zrozumienie tego wymaga nieco dobrej woli. Książki, które chcę teraz polecić, zyskały aprobatę krytyków, nie stały się jednak tak popularne jak “Kod Leonarda da Vinci”. Mimo wszystko, a właśnie może DZIĘKI temu, uważam, że trzeba po nie sięgnąć. Życie jest za krótkie żeby poznać wszystkie procesy zachodzące na świecie, choćbyśmy nie wiem jak się starali, nie zrozumiemy bez pomocy innych, jak życie wygląda na drugim końcu globu. Książki pisarzy multikulturowych właśnie takie są- dają świadectwo wydarzeń, o których przeciętny Europejczyk nie ma pojęcia, wyjaśniają i przybliżają mentalność ludzi, których mało który z nas kiedykolwiek spotka. Oczywiście, możemy poprzestać na niskiej lekturze, tzw Pulp Fiction- tylko czy naprawdę nie jest Wam szkoda na to czasu?

Kiran Desai urodziła się w roku 1971 w Indiach. W wieku 14 lat przeniosła się do Anglii, rok później na stałe zamieszkała w Stanach Zjednoczonych. W 2006 roku, jako najmłodsza kobieta w historii, otrzymała prestiżową nagrodę The Man Booker Prize. Jej ostatnia książka, za którą została uhonorowana, “Brzemię rzeczy utraconych”, to jedna z najlepszych powieści, jakie w życiu czytałam. Opowiada o poszukiwaniu własnej tożsamości, o beznadziei sytuacji, w której nigdzie nie jest się u siebie. O tym, jak “Amerykański sen” wygląda po obu stronach. O wojnie domowej, emigracji i trudnych powrotach. Wszystko to okraszone lekkim dowcipem, który sprawia, że dostrzegamy, jak śmieszna może być nienawiść i jak tragiczna naiwność.

Doris Lessing chyba nie muszę przedstawiać Zrobiło się o niej głośno, gdy w październiku zeszłego roku została nagrodzona Literacką Nagrodą Nobla. Właśnie wtedy, idąc za ciosem, dziennikarze radiowi zapukali w drzwi różnych polskich księgarni i przekonali się, że trudno jest dostać jakąkolwiek książkę Lessing. Obecnie jej najważniejsze dzieła można już znaleźć w większości bibliotek. Jeśli chodzi o książkę, którą mogłabym wybitnie pochwalić, to na razie będę musiała się wstrzymać- przeczytałam jedynie “O kotach”, choć nawet ta z pozoru lekka lektura emanuje mistrzowskim spojrzeniem. Całą powieść zapełniają wspomnienia pisarki związane z kotami, w których to zwierzętach czytelnik dostrzega ludzkie cechy- zazdrość, troskę o dzieci, rywalizację. Nie umiem tego jakoś głębiej umotywować, ale książka zaczarowała mnie od pierwszych stron.

Ismail Kadare to Albańczyk. Korzystając z azylu politycznego mieszka we Francji, lecz studia ukończył jeszcze w Tiranie i Moskwie. w 2005 r. otrzymał nagrodę Man Booker International. Tutaj mogę z czystym sercem polecić Pałac Snów, alegoryczną opowieść, która w swej “wierzchniej warstwie” opowiada historię młodzieńca, który zostaje zatrudniony w instytucji kontrolującej sny obywateli osmańskiego kraju. Całość uderzająco przypomina nawiązanie do pewnego, poniekąd bliskiego nam historycznie, ustroju politycznego.

Na koniec już absolutna klasyka- Sir Ahmed Salman Rushdie. Nie mogę to powiedzieć niestety nic o Szatańskich wersetach, bo jeszcze nie udało mi się ich zdobyć. Czytałam natomiast kilka jego esejów, (Np. “Commonwealth literature does not exist, The new Empire within Britain) i muszę przyznać, że dają do myślenia. Nie każdy mógłby sobie pozwolić na porównanie ideologii kolonializmu do nazizmu, ale szokujące porównania i nader trafne wnioski to właśnie domena Rushdiego. Dla wszystkich zainteresowanych kulturą Anglii Rushdie jest autorem obowiązkowym.

Dodaj komentarz