O Gdańsku z przymrużeniem oka słów kilka

Wieloznaczność i możliwość zmieniania semantyki wyrazów świadczy o złożoności i rozwoju języka. Ponieważ mamy poza rozwojem werbalnym modę na rozwój patriotyczny (dowodem są tendencje zmian w oświacie, przez jednych witane owacjami, przez innych- i to tych bardziej zainteresowanych zapewne- ostrą krytyką), także nasi politycy, krzewiąc w społeczeństwie dumę ze swej polskości, we względzie wykorzystania polszczyzny do własnych celów potrafią nas zaskoczyć. Jedni nazywają to zdecydowanymi poglądami politycznymi, inni czeskim filmem, ale to już inna bajka. (więcej…)
Polityczna poprawność wg.Jamesa Finn Garnera
Idea nie nowa- bądźmy politycznie poprawni, nie krzywdźmy nikogo. Pomysł całkiem nowatorski- wprowadźmy te zasady nawet do bajek. W ten sposób powstały tomy opowiadań już nie dla dzieci, stworzone przez Jamesa Finn Garnera. Aut
or być może i drwi z amerykańskiej mody na “Political correctness”, lecz przede wszystkim daje czytelnikowi dużo radości i wyobrażenie “co by było, gdyby” świat był całkiem poprawny politycznie ;) Poniżej publikuję jedną z bajek zamieszczonych w tomiku “Politically correct bedtime stories” we własnym przekładzie, gdyż dysponuję jedynie oryginałem, a nie chciałam wrzucać tu całej historii po angielsku, skoro już zadeklarowałam profil językowy dziennika na polski ;) A zatem, Panie i Panowie…
Była sobie kiedyś młoda osoba o imieniu Czerwony Kapturek, która żyła wraz ze swą matką na skraju wielkiego lasu. Pewnego dnia matka poprosiła ją, by zaniosła koszyk pełen świeżych owoców i wody mineralnej do domu babci- bynajmniej nie dlatego, że była to kobieca powinność, lecz ponieważ był to hojny uczynek, sprzyjający tworzeniu poczucia wspólnoty. Co więcej, babcia NIE była chora, cieszyła się pełnią zdrowia psychicznego i fizycznego, a jako dojrzały człowiek była w stanie całkowicie samodzielnie zatroszczyć się o siebie.
Tak więc Czerwony Kapturek wyruszył z koszyczkiem do lasu. Wielu ludzi wierząc, że las jest złowróżbnym i niebezpiecznym miejscem, nigdy nie postawiło w im stopy. Czerwony Kapturek był jednakże wystarczająco pewny siebie i własnej prawidłowo rozwijającej się seksualności, by nie dać się zastraszyć pewnym Freudowskim wyobrażeniom.
W drodze do domu babci Czerwonego Kapturka zaczepił wilk, pytając, co niesie w koszyczku. Dziewczyna odpowiedziała:
-Odrobinę zdrowych przekąsek dla mojej babci, która oczywiście jako dojrzała osoba jest w stanie w pełni zatroszczyć się o siebie.
Wilk rzekł:
-Wiesz, moja droga, samotny spacer po lesie nie jest bezpieczny dla tak małej dziewczynki, jak ty.
Kapturek odpowiedział:
-Czuję się do głębi dotknięta twoją seksistowską uwagą, lecz zignoruję ją ze względu na twój utarty status wyrzutka ze społeczeństwa, pod wpływem którego wykształciłeś własny, w pełni uzasadniony sposób postrzegania świata. A teraz wybacz, lecz muszę iść dalej.
Czerwony Kapturek powędrował główną ścieżką. Niestety, ponieważ status wyrzutka ze społeczeństwa uwolnił wilka od niewolniczej wierności sztampowemu, zachodniemu stylowi myślenia, znał on szybszą drogę do domku babci. Wtargnął do domu i pożarł staruszkę, co było czynem całkowicie przyjętym dla mięsożercy takiego, jak on. Następnie, nieskrępowany sztywnym, tradycyjnym sposobem postrzegania kobiecości i męskości, nałożył nocny strój babci i wpełznął do łóżka.
Czerwony Kapturek wkroczył do chatki i rzekł:
-Babciu, przyniosłam ci odrobinę beztłuszczowych, pozbawionych sody smakołyków by oddać ci cześć jako mądrej i troskliwej matce rodziny.
Wilk z głębiny łóżka miękko wyszeptał:
-podejdź bliżej, bym mogła cię zobaczyć.
Kapturek odparł:
-och, zapomniałam, że jesteś niepełnosprawna wzrokowo jak nietoperz. Babciu, ależ ty masz wielkie oczy!
-Wiele one wdziały i wiele wybaczyły, moja droga.
-Babciu, ależ ty masz wielki nos- oczywiście tylko stosunkowo wielki i atrakcyjny na swój sposób.
-Wiele on wąchał i wiele wybaczył, moja droga.
-Babciu, ależ ty masz wielkie zęby!
Wilk odpowiedział:
-Jestem zadowolony z tego, KIM jestem i JAKI jestem!
Po czym wyskoczył z łóżka. Chwycił Czerwonego Kapturka w swoje pazury, zamierzając go zjeść. Czerwony Kapturek zaczął krzyczeć, nie z powodu przerażenia wyraźną tendencją wilka do zakładania kobiecych strojów, lecz z powodu naruszenia przez niego jej przestrzeni osobistej.
Krzyki Kapturka zostały usłyszane przez przechodzącego drwala (lub technika paliwa drewnianego, jak wolał być nazywany). Kiedy wkroczył do chaty, zobaczył szamotaninę i spróbował interweniować. Jednak gdy tylko podniósł swoją siekierę, Kapturek i wilk zastygli w bezruchu.
-Co ty sobie wyobrażasz? – Spytał Czerwony Kapturek.
Drwal zamrugał szukając odpowiedzi, lecz żadne słowa nie przychodziły mu do głowy.
-Wtargnąłeś tu jak Neandertalczyk, wierząc, że twoja broń załatwi sprawy za ciebie!- Wykrzyknęła dziewczynka.- Seksista! Rasista! Jak śmiesz sądzić, że kobiety i wilki nie mogą rozwiązać swoich problemów bez pomocy mężczyzny?
Kiedy babcia usłyszała pełne pasji przemówienie Kapturka, wyskoczyła z usta wilka, chwyciła siekierę i odrąbała drwalowi głowę. Po tym przykrym doświadczeniu Kapturek, babcia i wilk poczuli pewną wspólnotę celów. Zdecydowali się założyć alternatywne gospodarstwo domowe bazujące na wzajemnym respekcie i współpracy, po czym żyli w lesie długo i szczęśliwie.
Things will be great when you’re downtown!
Jakie jest marzenie każdego młodego wykonawcy, który staje po raz pierwszy w świetle fleszy? Odpowiedź nie jest trudna- wszyscy chcą przejść do historii, stając się postacią kultową tak jak Rolling Stonesi czy przynajmniej Queen. Jak jednak tego dokonać?
W głowie świeżo upieczonego idola roją się zapewne różne pomysły, lecz większość z nich okazuje się zbyt ryzykowna, kosztowna czy po prostu za trudna. W stworzenie dobrego albumu trzeba zainwestować nie tylko pieniądze, ale i czas- choć może wychodzi na to samo, skoro domeną show biznesu stało się hasło “czas to pieniądz”. Dość kuszącym, aczkolwiek nie nowym pomysłem na karierę może być zatem kopiowanie wykonawców, którzy niegdyś święcili sukcesy- ich przeboje się już sprawdziły, a wystarczy troszkę inaczej je przyprawić, podgotować i zapakować, a publika przyjmie je jako nowe danie. Kariera “instant” bazuje na nieświadomości młodych ludzi- niestety, muszę przyznać że jest to choroba nas wszystkich- pewnej ignorancji. W opisany wyżej sposób na listy przebojów powróciły takie piosenki, jak “She’s like a wind” Patricka Swazye, której cover nagrany przez Lumidee, czy też “Mas que nada” przerobione przez Black Eyed Peas.
Podobny los spotkał utwór Petuli Clark, za który w przypływie nowoczesnej twórczości zabrała się Emma Bunton. O samej pani Clark warto wiedzieć, że była megagwiazdą brytyjskiej sceny muzycznej i filmowej w latach 60. XX wieku. Ze swymi 70 milionami nagrań wciąż w tej kategorii pozostaje wiodącą solistką na Wyspach. Utwór, który możecie wysłuchać poniżej, stał się jej największym hitem. Wykorzystano go m.in w filmie “Przerwana lekcja muzyki” (“Girl, interrupted”) i serialu “Lost”. Nie dziwi więc, że obudził zainteresowanie obecnych wykonawców, mianowicie Emmy Bunton.
Jaki jest mój komentarz do sytuacji? Nie mam nic przeciwko czerpaniu ze studni dziejów, zjawisko to popierał np Jan Kochanowski, a nikt nie mówi o nim “plagiator”. Różnica między czasami współczesnymi niestety leży w tym, że w XVI w aby zabrać się za uznane dzieło należało mieć na to naprawdę dobry pomysł. Zazwyczaj jestem krytyczna zatem wobec tego typu przedsięwzięć, autorom coverów brakuje bowiem owego renesansowego podejścia. Muszę jednak przyznać, że choć za samą Bunton nie przepadam, nie potrafię jednoznacznie poniższego teledysku skrytykować.
Samo wykonanie jest podobne do wielu utworów wykorzystujących rytm jako motyw przewodni, do tego nieco flegmatyczny głos byłej Spicetki. Całość utrzymana jest w konwencji lat 60., przede wszystkim świadczy o tym wystrój hotelu, w którym akcja się toczy, oraz pojawiające się postacie: Elvis Presley, Marylin Monroe, Brigitte Bardot. Uroku całości dodaje wyraźnie nawiązanie do Mulin Rouge, a także do wykonania autorskiego Petuli. Wiele aspektów działa jednak na niekorzyść remake’u.
Nie rozumiem celu upodobnienia Emmy do Pameli Anderson, być może niezamierzonego, trudno jednak ten detal przeoczyć, tak jak znaczącego gestu wykonanego rękami podczas śpiewania części “downtown”- przypomina to raczej wskazywanie na krocze, a nie aluzję do serca miasta. Ogólnie teledysk przypomina podsumowanie lat 60., nie ma zaś wiele wspólnego z samą treścią piosenki. Na szczególne potępienie zasługuje już chyba sama końcówka, w której wokalistka przebiera się w strój gwiazdy, jakby chciała się postawić na piedestale wraz z niezaprzeczalnie utalentowanymi postaciami goszczącymi na ekranie. Podsumowując, być może Bunton wypada dobrze, jeśli nie zna się oryginału. Ja jednak, ze świadomością, na co się odważyła i jak jej to wyszło, mogę dać jedynie 5/10 pkt. Czy jestem zbyt surowa, oceńcie sami.
Witaj wielki świecie!
Pierwsza notka nastręcza mi zawsze wiele trudności. Nie wiem mianowicie, czy powinno się niej witać ewentualnych czytelników, czy może określić profil swojego dziennika- co z resztą byłoby bardzo trudne, doświadczenie pokazuje bowiem, że wielu rzeczy nie można przewidzieć. Może we wpisie tym powinny być zawarte jakieś złote myśli, żeby zabłysnąć i przykuć uwagę już od pierwszej notatki, a może właśnie powinnam pokazać jaka jestem biedna, zagubiona i wziąć wszystkich na litość… Nie, no zdecydowanie przesadziłam :P Bądź co bądź właśnie skrobnęłam coś, co ma być takim naciąganym wstępem do dalszej twórczości… Z założenia będę tu zamieszczać wpisy o literaturze, muzyce, filmach, a także różnych wydarzeniach, które warto skomentować :) Kończąc chciałam zaapelować do wszystkich, którzy przypadkiem (lub i mniejszym przypadkiem ;) ) tutaj trafią, żeby zostawili jakiś ślad- miło byłoby wiedzieć, że ktoś tu zagląda :)